boję się śmierci. zawsze się jej bałam. unikałam, jak tylko mogłam pogrzebów. od tego nie mogłam się wymigać. umarła babcia. babcia, która mieszkała ze mną. różańce, trumna były u mnie. co czułam? żal. czułam żal do Boga, nie dlatego, że babcia umarła, bo wiedziałam, że to nieuniknione. nie chciałam mieszkać z śmiercią pod jednym dachem, nawet jak bardzo kochałam babcię. gdy tylko do mnie się wprowadziła, prosiłam Go, by nie zabierał nikogo, dopóki ja przebywam w tym domu. ale zabrał. może tego nie chciał. pomimo swych chorób, powinna żyć. lekarze ją zabili. dlatego myśląc, oskarżając Boga, włącza mi się od razu edit. nie chciał tego. a jeśli tego chciał, to tylko dlatego, bo się za nią stęsknił, bo jej śmierć ma zjednać naszą rodzinę, rodzinę alkoholików, szyderców. mam nadzieję, że tak będzie. ale ta śmierć przyniosła coś jeszcze - strach, lęk. boję się wszystkiego, boję się.. już nie jestem normalna. a jeśli wariuję?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz